Monika stoi przy pulpicie na środku sali rozpraw, chusteczką ociera łzy: – Bałam się tak, że spałam z nożem pod poduszką. Decyzja jednej osoby wywróciła moje życie.
Tą osobą jest poznańska prokuratorka Agnieszka Nowicka. Uwierzyła w bujdy przestępcy, który dla ratowania własnej skóry pomówił o udział w narkotykowym gangu Tomasza Jorkę, właściciela myjni samochodowej w Pile na północy Wielkopolski.

Nowicka nie zweryfikowała opowieści przestępcy, mimo że to jej obowiązek. Tomasz przesiedział w areszcie pół roku. Z zarzutów oczyścił go dopiero kolejny prokurator Jacek Szymanowski, a skarb państwa zapłacił za niesłuszny areszt 250 tys. zł zadośćuczynienia.
To nie zamknęło jednak sprawy, bo proces wytoczyła też Monika Skawińska-Jorka, dziś żona Tomasza. Choć sama nie była zatrzymana ani aresztowana, pozwała Prokuraturę Okręgową w Poznaniu. Zażądała zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych. Prokuratura propozycję ugody odrzuciła.
Nasłani przez prokuratorkę policjanci najechali dom Moniki i Tomasza 13 grudnia 2016 roku. Narzeczeni za miesiąc mieli się pobrać.
Monika wraca do tych wydarzeń przed sądem: – W sypialni było duże okno tarasowe. Policjanci postanowili nim wejść – wybili wszystkie szyby. Pamiętam straszny huk i strach. Myślałam, że to włamanie. Pobiegłam do pokoju siedmioletniego syna. Nogi miałam poranione od szkła. Schowaliśmy się w szafie wnękowej. Syn powiedział: “Odwróćmy się plecami, zanim nas zastrzelą”.
Szafę otworzył mężczyzna w czarnym uniformie z napisem “CBŚP” (Centralne Biuro Śledcze Policji). Trzymał karabin. Monika wyszła z pokoju, zobaczyła narzeczonego na podłodze. Na rękach miał kajdanki, na twarzy – krew.
Pamięta, że była w szoku, a policjanci zagrozili, że jeśli się nie uspokoi, wezwą do niej karetkę. Odebrała to jako groźbę zamknięcia w szpitalu psychiatrycznym. Chciała zadzwonić do pracy i do matki – nie pozwolili.

Policjanci spędzili w domu cztery godziny. Dopiero po trzech Monika mogła poprosić matkę o przyjazd i zabranie siedmioletniego syna. Gdy chciała zapiąć go w foteliku, przytulić i pocieszyć, policjanci odciągnęli ją od samochodu, bo – jak usłyszała – może mataczyć z siedmiolatkiem.
Monika pozwała prokuraturę, bo to na jej polecenie działali policjanci.
Radca prawny Piotr Kukawski, pełnomocnik Moniki, podkreśla, że nie doszłoby do naruszenia dóbr osobistych jego klientki, gdyby nie rażąca niedbałość prokuratury, która nie zweryfikowała opowieści przestępcy.
Sprawdziłem w aktach sprawy: do zatrzymania Tomasza prokuratorce Nowickiej wystarczyły trzy niezweryfikowane zdania.
Przed sądem Monika opowiada, co działo po aresztowaniu narzeczonego. Opisuje kłopoty ze zdrowiem, pracę na dwa etaty, ostracyzm.
Stara się nie wracać do wydarzeń sprzed 10 lat, ale czasem się nie da. Monika opowiada o powrocie z galerii handlowej: – Tomek zatrzymał się, by przepuścić jadący na sygnale radiowóz, a ja znów się bałam. Czy normalny człowiek, gdy widzi policję, też się boi?
10 kwietnia 2026 roku zapada precedensowy wyrok – Sąd Okręgowy w Poznaniu przyznaje rację Monice. To dowód, że o zadośćuczynienie mogą skutecznie walczyć nie tylko niesłusznie aresztowani, ale także ich bliscy.