Anna Prus miała 21 lat, kiedy zaginęła w tajemniczych okolicznościach. Szybko okazało się, że padła ofiarą brutalnego sprawcy lub sprawców, którzy zakończyli jej życie w gwałtowny i okrutny sposób. Dziewczyna została pobita, wykorzystana, a następnie uduszona. Zostawiono ją w pustym wagonie, w nadziei, że odjedzie on z miejsca zdarzenia razem ze składem pociągu. Tylko przypadek sprawił, że tak się nie stało, i sprawa wyszła na jaw. Nigdy jednak nie udało się znaleźć mordercy. Po ponad 30 latach śledczy na nowo zbadają tę historię.
![]()
Anna Prus zniknęła w nocy z 2 na 3 października 1993 roku. Na co dzień mieszkała z rodzicami w Kamieniu Pomorskim i pracowała w zakładzie zajmującym się przetwórstwem rybnym, który znajdował się w Dziwnowie. Znajomi opowiadali o niej w samych superlatywach: była młodą, pogodną kobietą, pełną życia, otwartą i serdeczną, ufną wobec ludzi. Być może nawet zbyt ufną. Jej historia, jak mówią dziś śledczy, to nie tylko niewyjaśniona sprawa sprzed lat, ale także przerwane życie dziewczyny, która miała wielkie plany i marzenia. Nie dane było jej zrealizować żadnego z nich. I choć minęło ponad 30 lat od wstrząsających wydarzeń w Kamieniu Pomorskim, to pytanie o to, kto był sprawcą morderstwa i co wydarzyło się feralnej nocy, pozostaje otwarte. – Wierzymy, że czyjaś pamięć i chęć podzielenia się informacją mogą pomóc przybliżyć się do odpowiedzi – pisze w serwisie internetowym służb Agnieszka Włodarska, pracownica Biura Komunikacji Społecznej Komendy Głównej Policji w Polsce.
![]()
Marzyła o założeniu rodziny, nieznany sprawca odebrał jej życie. Anna Prus miała wielkie plany
Anna Prus marzyła o założeniu rodziny oraz wychowywaniu dzieci. W dniach poprzedzających śmierć planowała też swoje urodziny, co ujawnili jej bliscy. 21-latka miała zastanawiać się, jak tym razem będzie świętować, gdzie zorganizować przyjęcie, kogo zaprosić. Z ustaleń śledczych wynika, że 2 października 1993 roku młoda kobieta wracała z pracy do domu przy ulicy Dziwnowskiej. Ale do celu nigdy nie dotarła. Kiedy nikt nie mógł się z nią skontaktować, zawiadomiono odpowiednie służby. Na informacje na temat tego, co przytrafiło się Annie, nie trzeba było długo czekać. Fatalne wieści nadeszły już następnego dnia i ścięły rodziców dziewczyny z nóg.
![]()
3 października 1993 roku w godzinach południowych pracownik kolei znalazł ciało Anny. Ktoś porzucił je w jednym z wagonów towarowych stojących na bocznicy kolejowej w Kamieniu Pomorskim. Stan zwłok wskazywał na to, że kobieta przed śmiercią przeszła przez prawdziwe piekło. Późniejsza sekcja wykazała, że Anna Prus została nie tylko brutalnie pobita, ale również zgwałcona. Na koniec sprawca lub sprawcy, bo mogło być ich więcej, udusili swoją ofiarę. Po wszystkim ciało 21-latki podrzucono do pustego wagonu towarowego, w nadziei na to, że odjedzie on razem ze składem pociągu, co utrudniłoby odnalezienie i identyfikację zwłok w tamtym okresie. Zupełny przypadek sprawił, że tak się nie stało. Tego dnia, ten konkretny wagon, został akurat odłączony od składu. Dzięki temu ciało Anny zostało prędko odnalezione, a służby mogły rozpocząć swoje działania. Tyle że i tak nic to nie dało: sprawcy bądź sprawców nie odnaleziono.
![]()
Na podstawie dokumentacji sprzed lat, dzisiejsi mundurowi wyliczają, że policja podjęła wówczas liczne, intensywne działania, więc nie można zarzucić jej bezczynności. W 1993 roku nie było jednak tak rozwiniętych metod śledczych, jak dziś. Niewykluczone, że gdyby ta historia powtórzyła się w obecnych czasach, zbrodnia nie uszłaby agresorom na sucho. To dlatego archiwum X na nowo rozbudza zainteresowanie sprawą – po ponad 30 latach wciąż nie tracąc nadziei, że znajdą się świadkowie lub osoby mające jakieś informacje dotyczące śmierci Anny Prus.
Pół tysiąca świadków i nic. Morderca Anny Prus nadal jest na wolności
![]()
Do tej pory przesłuchano ponad 500 świadków, wielu z nich wielokrotnie, przeprowadzono ponadto różne ekspertyzy medyczne i kryminalistyczne. Sprawdzono wiele wątków i hipotez, a początkowe czynności, tuż po zdarzeniu, obejmowały swoim zasięgiem między innymi Warszawę, Wrocław, Gdańsk i Kraków. – Mimo ogromu pracy i zaangażowania funkcjonariuszy, sprawcy nie udało się wtedy ustalić – przekazuje Agnieszka Włodarska na stronie polskiej policji.
Rodzice Anny Prus przez lata próbowali odnaleźć morderców swojej córki na własną rękę. Angażowali się w działania funkcjonariuszy, śledzili doniesienia medialne, chcieli poczuć chociaż namiastkę ulgi i sprawiedliwości. Gdy chowali córkę w rodzinnej miejscowości, na pogrzeb przyszły prawdziwe tłumy. Fala kondolencji oraz wyrazów współczucia nie uleczyła jednak ran, nie zrobił też tego czas. Ostatecznie ani mama, ani tata ofiary nie doczekali tej upragnionej sprawiedliwości. Zmarli w czasie trwania śledztwa, nie poznawszy prawdy o tym, co spotkało ich ukochaną córkę. Ale nadal żyją inni członkowie rodziny oraz przyjaciele Anny, którzy nie tracą nadziei na to, że sprawca zostanie po latach odnaleziony i pociągnięty do odpowiedzialności.
![]()
Policjanci z archiwum X ponownie analizują zgromadzony materiał dowodowy, korzystając z nowych narzędzi analitycznych oraz współczesnych metod kryminalistycznych, które pojawiły się wraz z biegiem lat. Nowa technologia może pomóc w zbadaniu tego, czego do tej pory nie dało się zbadać. I być może po nitce do kłębka doprowadzi przynajmniej do osób podejrzanych o zbrodnię.
– Każda informacja, nawet ta, która wydaje się błaha, może przyczynić się do zakończenia sprawy – przyznaje policjant prowadzący sprawę. – Zwracamy się więc do wszystkich, którzy w tamtym czasie mieszkali lub przebywali w rejonie Kamienia Pomorskiego, Dziwnowa lub okolic: być może ktoś z Państwa przypomniał sobie coś, czego przed laty nie powiedział organom ścigania, a co może mieć znaczenie. Szczególnie ważne mogą być informacje dotyczące osób, które zachowywały się nietypowo w dniach od 2 do 3 października 1993 roku, lub zdarzeń, które wówczas budziły niepokój – apeluje funkcjonariusz.