Tragedia smoleńska była jednym z najczarniejszych dni w historii Polski. W katastrofie samolotu Tu-154M, który rozbił się na lotnisku w Smoleńsku zginęło 96 osób, z parą prezydencką na czele. Wśród najmłodszych ofiar była stewardessa Justyna Moniuszko. Pochodząca z Białegostoku dziewczyna miała wielkie plany i marzenia, które przerwał okrutny los.
![]()
Wszyscy pamiętamy olbrzymią tragedię, do której doszło 10 kwietnia 2010 roku. Wcześniej nic nie wskazywało na to, że może dojść do dramatu. Delegacja z prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele, jego małżonką Marią Kaczyńską, a także ostatnim prezydentem na uchodźctwie Ryszardem Kaczorowskim, miała się udać na uroczystości związane z obchodami 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. Niestety, doszło do najgorszego: samolot z 96. osobami na pokładzie rozbił się na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj, byłej bazie wojskowej.
Warunki panujące wówczas na lotnisku były niezwykle trudne, a piloci próbowali lądować w gęstej mgle. W wyniku wypadku śmierć na miejscu poniosła cała delegacja oraz wszyscy członkowie załogi samolotu. Wśród nich była 25-letnia Justyna Moniuszko, pochodząca z Białegostoku stewardessa.
![]()
Na grobie Justyny Moniuszko widnieją poruszające słowa
![]()
Jej pogrzeb odbył się 20 kwietnia. Została ona pochowana z honorami wojskowymi, a w uroczystości uczestniczyła Kompania Reprezentacyjna Pomorskiego Okręgu Wojskowego, zaś nad cmentarzem krążył biało-niebieski samolot „Antek” (An-2) należący do Aeroklubu Białostockiego, z którego Justyna Moniuszko skakała ze spadochronem.
Dziewczyna została pochowana na białostockim cmentarzu, a na płycie z jej nazwiskiem wyryto napis mówiący o tym, że zginęła tragicznie w katastrofie smoleńskiej. Ale szczególną uwagę zwracają napisane na płycie słowa: “Nie umiera ten, kto pozostaje w naszym sercu”.
