MATKA, KTÓRA ZAMIAST CHRONIĆ — NISZCZYŁA. WSTRZĄSAJĄCA SPRAWA JULKI PORUSZA CAŁĄ POLSKĘ

84035bf7692ece8b6c21a231851d5711

To historia, która trudno mieści się w granicach ludzkiego pojmowania. Sprawa 11-letniej Julki z województwa lubelskiego stała się jednym z najbardziej bulwersujących procesów ostatnich lat — nie tylko ze względu na okrucieństwo, ale również cynizm, który towarzyszył każdemu działaniu sprawczyni.

We wtorek, 24 marca, Sąd Okręgowy w Siedlcach wydał wyrok w sprawie Moniki B. (45 l.). Kobieta została uznana za winną wieloletniego znęcania się nad własnym dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem. Sąd skazał ją na 15 lat pozbawienia wolności, orzekł 10-letni zakaz kontaktu z córką oraz zakaz zbliżania się do niej na mniej niż 50 metrów. Dodatkowo nałożono na nią obowiązek zapłaty 100 tys. zł nawiązki dla Julki oraz ponad 104 tys. zł kosztów sądowych. Zapadła także decyzja o dożywotnim zakazie wykonywania jakiejkolwiek działalności związanej z opieką nad dziećmi.

Lata cierpienia ukryte za fasadą „choroby”

 

Z ustaleń śledczych wynika, że od 2017 do stycznia 2024 roku kobieta systematycznie dopuszczała się przemocy wobec córki. Rany na twarzy i szyi dziecka nie były wynikiem choroby, jak twierdziła matka, lecz skutkiem działania substancji żrących. U Julki doszło do trwałych obrażeń, w tym uszkodzenia ucha oraz martwicy fragmentów skóry.

Jednocześnie Monika B. prowadziła w internecie zbiórki pieniędzy, przedstawiając córkę jako ciężko chorą. Publikowane zdjęcia i dramatyczne opisy miały wzbudzać współczucie i skłaniać ludzi do wpłat. Jak ustalono, aby utrzymać wiarygodność tej narracji, obrażenia były celowo podtrzymywane i pogłębiane.

Przełom dzięki lekarzom

Punktem zwrotnym okazała się interwencja lekarzy ze Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie. Specjaliści zauważyli, że objawy u dziecka nie odpowiadają żadnej znanej jednostce chorobowej. Biegli potwierdzili, że obrażenia mają charakter urazowy i zostały wywołane przez osobę trzecią.

Ekspertyzy psychiatryczne wykazały, że kobieta działała świadomie. Zdiagnozowano u niej zespół Münchhausena przez przeniesienie — rzadkie zaburzenie, w którym opiekun wywołuje objawy chorobowe u podopiecznego, by zyskać uwagę i korzyści.

Dziś Julka jest bezpieczna. Ale to nie koniec jej walki

Decyzją sądu rodzinnego dziewczynka przebywa obecnie pod opieką ojca. Choć została odizolowana od sprawczyni, jej droga do powrotu do normalności dopiero się zaczyna.

Największe rany — jak podkreślają specjaliści — mogą nie być widoczne. Trauma psychiczna, którą dziecko nosi, będzie wymagała długotrwałej terapii i wsparcia.

Rodzina zmaga się również z trudną sytuacją finansową. Ojciec dziewczynki utrzymuje się z prac dorywczych, a większość środków przeznacza na leczenie i codzienne potrzeby córki. W internecie prowadzona jest zbiórka na dalszą rehabilitację i pomoc psychologiczną.

Ta sprawa pozostawia jedno pytanie, które wciąż wybrzmiewa w opinii publicznej:

jak długo cierpienie dziecka może pozostawać niezauważone — nawet wtedy, gdy jest na oczach tysięcy ludzi?