Dwa miesiące był w śpiączce. Tydzień po przebudzeniu szwagier przekazał mu straszną prawdę
84035bf7692ece8b6c21a231851d5711
Blisko trzy lata po tragicznej katastrofie w Sosnowcu, w której zawalił się balkon wraz z małżeństwem Stawiszyńskich, rodzina ofiar wciąż czeka na sprawiedliwość. Choć śledztwo doprowadziło do postawienia zarzutów, sąd umorzył sprawę już na pierwszej rozprawie, pozostawiając bliskich bez odpowiedzi, odszkodowania i poczucia, że ktokolwiek poniesie konsekwencje.
Weronika Stawiszyńska ze swoim ojcem Robertem walczą o sprawiedliwość. Foto: Dawid Markysz/Edytor, Rafał Klimkiewicz/Edytor, Archiwum prywatne
W poniedziałkowy poranek 4 września 2023 r. mieli zacząć zwykły dzień. Robert (48 l.) wyszedł z żoną na balkon. Chwilę później konstrukcja wraz z małżeństwem runęła z trzeciej kondygnacji na ulicę. Sylwia († 43 l.) zmarła w wyniku odniesionych obrażeń, jej mąż cudem przeżył. Był ciężko ranny, przez dwa miesiące lekarze trzymali go w śpiączce farmakologicznej. Gdy się obudził, nic nie pamiętał z dnia tragedii.
Huk był ogromny. Zobaczyła wielką dziurę. Balkonu i rodziców nie było.
Z tego balkonu runęło małżeństwo Stawiszyńskich.
— Obudziłem się w innej rzeczywistości. Nie wiedziałem, kim jestem. Myślałem, że miałem wypadek samochodowy — mówi dziś “Faktowi” Robert Stawiszyński. Dopiero po tygodniu od wybudzenia szwagier powiedział mu prawdę. Że żona nie przeżyła upadku z trzeciego piętra.
Weronika (27 l.), córka Stawiszyńskich, pamięta tamten poranek z przerażającą dokładnością. Huk spadającego balkonu wyrwał ją ze snu. Przez moment myślała, że to tylko zły koszmar. — To był huk taki, jakby dziesięć tirów zderzyło się naraz — wspomina.
Kiedy wybiegła z pokoju, zobaczyła wielką dziurę. Balkonu nie było… Rodziców również. Zobaczyła tatę na jezdni, który, ledwo przytomny, próbował się doczołgać, by dotknąć żony. Widziała też brata stojącego boso na ulicy i bezradnie ściskającego głowę w dłoniach. A potem zobaczyła matkę.