Sprawą Madzi z Sosnowca przez wiele tygodni żyła cała Polska. Właśnie mija dziewięć lat od dnia, w którym matka dziewczynki zgłosiła jej zaginięcie. Katarzyna Waśniewska utrzymywała, że została zaatakowana przez nieznanego sprawcę podczas spaceru z dzieckiem, a gdy ocknęła się na ulicy – w wózku nie było już Madzi. Szybko okazało się, że prawda jest jeszcze bardziej przerażająca.

Kiedy Katarzyna Waśniewska zgłosiła uprowadzenie półrocznej córeczki, wszystkie służby zostały postawiona w stan najwyższej gotowości. Do akcji natychmiast włączyli się okoliczni mieszkańcy, a także internauci. Sprawą zaginięcia dziewczynki żyła cała Polska.
Słowa Waśniewskiej początkowo potwierdzały zeznania innych świadków, którzy widzieli ją leżącą na ulicy w dzień zaginięcia Madzi. W sprawę zaangażował się również prywatny detektyw Krzysztof Rutkowski. Na wspólnej konferencji z Katarzyną Waśniewską apelował do domniemanego porywacza, by oddał dziecko, a uniknie kary.
Sprawa Madzi z Sosnowca. Szukała jej cała Polska
Wątpliwości od początku budził fakt, że Waśniewska nie miała na ciele obrażeń wskazujących na to, by była napadnięta i uderzona w tył głowy. W trakcie kolejnych przesłuchań 22-latka zmieniała zeznania. W końcu w rozmowie z Krzysztofem Rutkowskim przyznała, że Madzia nie została porwana. Dziecko miało zginąć po tym, jak wypadło jej z rąk i uderzyło główką w próg.
Rutkowski przekazał policji nagranie z wyznaniem Waśniewskiej. Według detektywa spanikowana młoda matka postanowiła upozorować porwanie. Wskazała miejsce ukrycia zwłok dziecka. Śledczy najpierw przedstawili jej zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci. Jednak gdy sekcja zwłok wykazała, że Madzia została uduszona, 22-latkę oskarżono o morderstwo. Na komputerze wyrodnej matki odkryto również, że krótko przed tragicznymi wydarzeniami szukała w internecie informacji, m.in. jak “zabić bez śladu” czy na temat zasiłków po śmierci dziecka.
Kobieta była dwukrotnie tymczasowo aresztowana, jednak sąd uznał, że nie będzie utrudniać śledztwa, więc może odpowiadać z wolnej stopy. Wtedy Waśniewska przestała się stawiać na wezwania. W międzyczasie stała się celebrytką. Wystąpiła między innymi w sesji zdjęciowej, gdzie w skąpym stroju pozowała na koniu.
W końcu kobietę znaleźli nie tylko dziennikarze tabloidu, ale i policjanci. Potrzebny był do tego list gończy. Waśniewska ukrywała się we wsi niedaleko Białegostoku.