Niecodzienna sytuacja w Przemyślu. Policjanci drogówki zatrzymali kierowcę za znaczne przekroczenie prędkości.
Jak się okazało, za kierownicą siedział ich przełożony — komendant miejski policji.

Przekroczenie prędkości i natychmiastowa reakcja
Do zdarzenia doszło pod koniec stycznia na al. Żołnierzy Wyklętych w Przemyślu.
To miejsce jest regularnie kontrolowane przez funkcjonariuszy, ponieważ obowiązuje tam ograniczenie do 50 km/h.
Tym razem radar wskazał znaczne przekroczenie prędkości — aż o 63 km/h więcej niż dozwolone.
Policjanci zatrzymali pojazd do kontroli.

Zaskoczenie podczas kontroli
Po podejściu do samochodu funkcjonariusze zauważyli, że kierowcą jest podinsp. Janusz Kiszka — komendant miejski policji w Przemyślu.
W aucie znajdował się również jego zastępca.
Mimo tej sytuacji policjanci podjęli standardowe działania.
Mandat i zatrzymanie prawa jazdy
Funkcjonariusze drogówki nałożyli mandat, przyznali punkty karne oraz zatrzymali prawo jazdy na trzy miesiące.
Wszystkie czynności zostały przeprowadzone zgodnie z obowiązującymi przepisami.
Rzeczniczka przemyskiej policji potwierdziła, że decyzja nie została uchylona.

Reakcja komendanta
Komendant Janusz Kiszka przyjął konsekwencje swojego wykroczenia.
W rozmowie z mediami podkreślił, że policjanci zachowali się profesjonalnie i zgodnie z zasadami.
„Funkcjonariusze działali zgodnie z przepisami prawa oraz zasadami etyki zawodowej” — zaznaczył.
Dodał również, że traktuje tę sytuację jako ważną lekcję.
„Każdy podlega tym samym zasadom”
Komendant podkreślił, że niezależnie od stanowiska każdy musi przestrzegać prawa.
Zwrócił uwagę na szczególną odpowiedzialność, jaka wiąże się z pełnieniem funkcji publicznej.
Obecnie oczekuje na zwrot prawa jazdy po upływie okresu zatrzymania.
Sprawa, która przyciągnęła uwagę
Zdarzenie wzbudziło duże zainteresowanie opinii publicznej.
Rzadko dochodzi do sytuacji, w której funkcjonariusze karzą swojego przełożonego.
Dla wielu osób jest to przykład równego stosowania prawa wobec wszystkich.