


Każda sekunda była ważna. Karetka przyjechała po 24 minutach
Pierwsze połączenie na numer 112 trwało krótko (około 90 sekund) i zostało przekierowane do dyspozytora pogotowia. Rozmowa przeciągała się, bo trudno było jednoznacznie ocenić stan dziecka. Karetka została wysłana dopiero po kilku minutach. W tym czasie rodzina cały czas reanimowała chłopca.
— Ja wiem, że synowie tam krzyczeli, bo oni nie dawali sobie rady z tą reanimacją i krzyczeli: gdzie ta karetka, gdzie ta karetka? Nie dajemy już rady — relacjonowała pani Joanna. Gdy sytuacja się pogorszyła, wykonano kolejne połączenie — tym razem na numer 999. Znów trzeba było tłumaczyć wszystko od początku. Łącznie rodzina czekała na pomoc około 24 minut.

Walka o życie 8-latka. Opóźniona pomoc i dramatyczne skutki
Kiedy pierwsza karetka dotarła na miejsce, Dawid nie oddychał i jego serce nie biło. Ratownikom udało się przywrócić funkcje życiowe, ale okazało się, że to nie jest zespół reanimacyjny. Trzeba było wezwać kolejną karetkę. Dopiero nią chłopiec trafił do szpitala — relacjonuje mama 8-latka.
— Operator numerów alarmowych w przypadku zdarzeń o charakterze czysto medycznym bardzo szybko jest w stanie udzielić wstępnego instruktażu pierwszej pomocy i tak było w tym przypadku — powiedziała Maria Skarzyńska z Centrum Monitorowania Systemu Powiadamiania Ratunkowego w MSWiA.
Według urzędników dyspozytor działał zgodnie z procedurami — w trakcie rozmowy nie było jasnej informacji, że dziecko nie oddycha. Dlatego najpierw padły instrukcje, by w razie pogorszenia natychmiast dzwonić ponownie.

Dawid, 8 lat, w ciężkim stanie po zatrzymaniu oddechu
Dawid przez ponad miesiąc walczył o życie na oddziale intensywnej terapii. Przeżył, ale skutki niedotlenienia są dramatyczne. Doszło do nieodwracalnych zmian w mózgu.
Chłopiec nie ma dziś kontaktu z otoczeniem. Nie widzi, ale prawdopodobnie słyszy i czuje. — Myślę, że ma świadomość, tylko nie może tego pokazać — mówi jego mama. Dawid czeka teraz na miejsce w klinice Budzik. Jeśli się obudzi, lekarze będą mówić o cudzie.

