Coraz więcej osób nie pojawia się na zaplanowanych turnusach sanatoryjnych, mimo że wcześniej otrzymały skierowanie i termin od Narodowego Funduszu Zdrowia.
Z danych wynika, że zjawisko to przybiera na sile i zaczyna stanowić realne wyzwanie dla systemu lecznictwa uzdrowiskowego.

Tysiące pacjentów nie wykorzystuje skierowań
Według informacji przedstawionych podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Lecznictwa Uzdrowiskowego, w latach 2024–2025 blisko 13,5 tysiąca pacjentów nie skorzystało z przyznanych turnusów.
W samym 2025 roku liczba tzw. „niedojazdów” wyniosła ponad 6 tysięcy przypadków, a tylko w pierwszych miesiącach bieżącego roku aż co siódmy pacjent nie pojawił się na leczeniu.
To oznacza, że część miejsc w sanatoriach pozostaje niewykorzystana, mimo długich kolejek oczekujących.

Dlaczego pacjenci rezygnują?
Eksperci wskazują, że powody rezygnacji są bardzo różne.
Niektórzy pacjenci odwołują wyjazd z powodów zdrowotnych lub rodzinnych, co jest w pełni uzasadnione.
Zdarzają się jednak także sytuacje, gdy decyzja zapada w ostatniej chwili z przyczyn organizacyjnych lub osobistych.
Podczas posiedzenia zwracano uwagę, że część pacjentów liczy na zmianę terminu na bardziej dogodny i dlatego rezygnuje z przyznanego miejsca.

Problem dotyczy także małżeństw
Szczególnym przypadkiem są sytuacje, gdy skierowania otrzymują małżonkowie, ale do różnych placówek lub w różnych terminach.
W takich przypadkach zdarza się, że obie osoby rezygnują z wyjazdu, ponieważ chcą odbyć leczenie wspólnie.
To dodatkowo zwiększa liczbę niewykorzystanych miejsc.

Straty dla uzdrowisk
Dla sanatoriów oznacza to nie tylko trudności organizacyjne, ale także konkretne straty.
— Czekamy na pacjenta z przygotowanym miejscem, personelem i wyżywieniem. Jeśli nie przyjedzie, łóżko często pozostaje puste przez cały turnus — wskazują przedstawiciele środowiska medycznego.
W praktyce oznacza to mniejsze wykorzystanie zasobów oraz straty finansowe, które mogą sięgać milionów złotych.

Propozycje zmian. Czy pojawią się konsekwencje?
Eksperci podkreślają, że obecnie brakuje mechanizmów, które motywowałyby pacjentów do wcześniejszego informowania o rezygnacji.
W związku z tym pojawiły się propozycje wprowadzenia tzw. „miękkich rozwiązań”, które miałyby poprawić organizację systemu.
Jednym z pomysłów jest wydłużenie czasu oczekiwania na kolejny turnus dla osób, które bez uzasadnionej przyczyny nie pojawiły się na leczeniu.
Nie tylko kary. Są też inne rozwiązania
Specjaliści podkreślają jednak, że same ograniczenia to nie wszystko.
Wśród propozycji pojawiły się również działania organizacyjne, takie jak:
- przypomnienia telefoniczne o zbliżającym się terminie turnusu,
- obowiązek potwierdzenia przyjazdu,
- tworzenie list rezerwowych dla osób gotowych wyjechać w krótkim czasie.
Takie rozwiązania mogłyby pomóc lepiej wykorzystać dostępne miejsca i skrócić kolejki.
Co dalej?
Propozycje zmian mają zostać przedstawione Ministerstwu Zdrowia.
Na tym etapie nie zapadły jeszcze żadne decyzje, jednak temat wywołuje coraz większą dyskusję — zarówno wśród ekspertów, jak i samych pacjentów.
Między wygodą a odpowiedzialnością
Sprawa pokazuje szerszy problem funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej — z jednej strony pacjenci mają prawo do rezygnacji, z drugiej jednak każde niewykorzystane miejsce oznacza, że ktoś inny musi dłużej czekać na leczenie.
Dlatego coraz częściej pojawia się pytanie: jak znaleźć równowagę między elastycznością a odpowiedzialnością?